Pewien Australijczyk troszkę zagapił się w swoim Ferrari i w klasyczny sposób zaliczył przydrożny słup. Wart około 200 tys $ samochód pędził ulicą niczym po torze wyścigowym. Najwyraźniej ktoś naoglądał się GP Australii ale jeszcze nie było przypadku, żeby nawet największa kasa dodała komuś umiejętności.
W wyniku zderzenia nikt nie ucierpiał. Kiedyś mówiło się, że głupi ma zawsze szczęscie i tu można tego stwierdzenia użyć. A samochód co tu wiele mówić wygląda nieciekawie po tym zderzeniu. Moim skromnym zdaniem powinni zostawić ten samochód w miejscu, w którym się znalazł. Byłby hołdem dla głupoty niektórych kierowców droższych pojazdów ;)