
Być może słowo rewolucja jest tu zbyt mocnym słowem, ale koncept 102EX bez wątpienia stanowi zapowiedź sporych zmian jakie dotkną rynek samochodowy w przeciągu najbliższej dekady. Do tej pory napęd elektryczny był domeną niewielkich miejskich samochodów, bądź też ekstremalnych koncepcyjnych sportowych aut. Tym razem elektryka wchodzi w świat luksusu, który do tej pory nie dbał o rachunki na stacji benzynowej. Ale spokojnie, model ten to tylko koncept i jego pokazanie ma na celu zebranie opinii klientów na temat tego typu rozwiązań.
Niestety w przypadku Rolls-Royce jego ogromne wymiary oraz masa oznaczają ogromne problemy. W samochodzie zainstalowano dwa silniki elektryczne o mocy 145 kW każdy. Aby zapewnić wystarczającą ilość energii temu monstrum, zainstalowano w nim ogromną liczbę baterii, których czas ładowania mieści się w przedziale od 8 do 20 godzin. Ogromny zestaw baterii i tak nie sprawdzi nam się na długiej trasie, gdyż po maksymalnym naładowaniu baterie starczą nam na jedynie 200 km. Również osiągi nie powalają. Pierwszą setkę auto osiąga po 8 sekundach, a prędkość maksymalna została ograniczona do 160 km/h.
Wnętrze oraz komfort pozostały na standardowym dla Rolls-Royce poziomie. Komfortem potencjalny nabywca zbyt długo się nie nacieszy (maksymalnie 200 km w trasie), ale za to wnętrze będzie mógł bardzo dokładnie pooglądać podczas 20-godzinnego ładowania.
Myślę, że bogaczom takie rozwiązanie nie przypadnie do gustu.